Spotkanie integracyjne Ostaniec 2005

.Pierwszy dzień potraktowaliśmy jako trening.

wbrew pozorom nie przyjechaliśmy tu tylko na lody...

... pełną grupą, niczego nie sświadomi, ale pełni zapału podążamy ku szytom

ostatnia chwila spokoju i zadumy


Nie było łatwo. Pierwsze godziny relaksu i pierwsze przeszkody.

A to był dopiero początek. Zaczęło się bardzo niewinnie. Ciekawe co Jacek ma na „celu”,
bo Edzia poluje na grubego zwierza.

Ale dopiero po polowaniu przyszedł czas na mokrą robotę. Nasza łódź patrolowa na rzekach Wietnamu.
Pagaje w górę - dzisiaj lądujemy w Normandii Aż wreszcie nadszedł „D-Day” Przyczółek zdobyty
Podążamy w głąb lądu z plecakami pełnymi amunicji
Rangersi zostawali aby kryć tyły. Wroga wykurzyliśmy nawet z jaskini . Wreszcie można było pozbyć się ciężkiego sprzętu.
Musieliśmy czaić się w gęstych zaroślach. Nasi komandosi byli niezawodni. Po zdobyciu zamku był też czas na pamiątkowe fotografie.
Operowaliśmy również w terenie górzystym korzystając z pomocy zdezorientowanych turystów. Myśleliśmy, że odwalą za nas całą robotę. Byliśmy w błędzie. Założyliśmy punkt obserwacyjny
Wszyscy w pocie czoła wykonywali swoje obowiązki ...w końcu jesteśmy wielką rodziną. Dla nas nic nie stanowi przeszkody.Radziliśmy sobie dzielnie
ponieważ wiedzieliśmy jakąć przyjąć pozycję, ......i na czym lądować. Szukaliśmy wroga wytrwale.
na szczytach i nawet w orlich gniazdach choć niektórzy mieli dosyć
Przetrwaliśmy dzięki regularnym dostawom sprzętu... ...wykorzystanym w należyty sposób. Z nastaniem zmierzchu zakończyliśmy akcję
Wieczorem nastąpiło rozdanie orderów, a potem wspólna biesiada, niektórzy byli wniebowzięci
Po odparciu wroga w krainie zapanował spokój - choć ponieśliśmy straty w ludziach. Wkrótce znowu drużyna ruszy do akcji